Giacomo Neri sprawia wrażenie człowieka prostolinijnego. Los zetknął nas w ostatni piątek przy jednym stole w montalcinskiej restauracji, podczas tzw. kolacji galowej z okazji Benvenuto Brunello 2010. Ta doroczna degustacja nowego rocznika czołowego toskańskiego wina odbywa się w ciasnym, jak na liczbę zaproszonych gości, namiocie ustawionym na dziedzińcu fortecy w Montalcino. Narzekaliśmy na ową ciasnotę, hałas i chaos, narzekaliśmy też na porażającą absencję czołówki producentów brunello na prezentacji w fortecy: od Biondi-Santi, przez Salvioniego, Conti Costanti, Solderę, Pieve Santa Restituta i wielu innych, aż po Casanova di Neri należącą do wspomnianego w pierwszym zdaniu Giacomo.
Winiarz poczuł się wywołany do tablicy. Następnego dnia siedziałem w przestronnym pokoju degustacyjnym Casanova di Neri przed rzędem butelek. Giacomo przyznał, że choć sam należy do władz Consorzio Brunello di Montalcino, świadomie rezygnuje z udziału w publicznej degustacji. Powodów jest kilka:
1. Neri chce mówić o swoich winach; warunki w fortecy nie bardzo na to pozwalają.
2. Temperatura, a raczej jej ciągłe zmiany, od fal gorąca, po podmuchy zimna, a także hałas i ścisk nie sprzyjają skupieniu degustatorów, a więc i samym winom.
3. W poprzednich latach często dochodziło do pomyłek. Krytycy degustują wino przy stołach; zamawiają poszczególne próbki przekazując listę numerów sommelierom, ci zaś przynoszą napełnione już kieliszki. Neri twierdzi, że kilkukrotnie, gdy uczestniczył jeszcze w prezentacji, przyniesiono mu próbkę rzekomo jego wina, choć w kieliszku znajdowało się zupełni inne brunello (problem, na szczęście, został w tym roku wyeliminowany – po raz pierwszy sommelierzy przynosili zamówione butelki do stołu i nalewali próbki do kieliszków pod kontrolą degustatorów).
Przyjmuję argumenty Giacomo, podnoszone zresztą przez innych winiarzy, choćby Franco Biondi-Santiego, czy Giuglio Salvioniego. Z drugiej strony degustacja Benvenuto Brunello to unikatowa szansa na całościowe zapoznanie się z nowym rocznikiem. Dopóki starczy mi sił i cierpliwości, będę degustował prezentowane w jej czasie wina, mimo ciasnoty, hałasu i zmiennej temperatury. Być może Montalcino dorobi się kiedyś centrum ekspozycyjnego na miarę Stazione Leopolda we Florencji, gdzie kilka dni wcześniej degustowaliśmy Chianti Classico. Na szczęście też pobyt w Montalcino umożliwia „domowe” wizyty u winiarzy, jak ta w Casanova di Neri.
A same wina Giacomo? Ich jakość i styl stawiają mnie w kropce. Obfity, szczodry, bardzo pełny styl Casanova di Neri leży bowiem na przeciwległym biegunie tego, co w Montacino lubię najbardziej, a więc mineralnej subtelności i elegancji Salvioniego, czy Andrei Costantiego, niemal „burgundzkiej” delikatności moich nowych ulubieńców z Pian dell’Orino, Salicuti i Stella di Campalto. To wina-mocarze – jednak przede wszystkim w rozumieniu szczodrego, wybuchowego niemal owocu, a nie karykaturalnej hiperkoncentracji. Zawsze świetnie kwasowe, zawsze ujęte w ramę nienagannej tanicznej konstrukcji. Koniec końców eleganckie. Wreszcie o niezwykłym potencjalne starzenia. Do kolacji Giacomo otworzył rocznik 1985 „zwykłego” brunello (robi w sumie trzy, ze względu na różne położenie winnic: owo „zwykłe” zwane też „biała etykieta”, Tenuta Nuova i legendarne i ekstremalnie drogie Cerretalto). To, że wino żyło i było w świetnej kondycji specjalnie nie dziwi – dziwiła przede wszystkim fenomenalna po 25 latach świeżość i pełnia owocu. Czapki z głów!

3 uwag
RSS dla komentarzy tego wpisu
25 Luty 2010 @ 23:55
monty
Pian dell’Orino? Wreszcie!
14 Marzec 2010 @ 20:56
kazasza
Panie Tomaszu,serdecznie proszę o recenzję win gruzińskich, których jestem zagorzałą wielbicielką ! : ) a ponieważ w Polsce nie są rozpowszechnione, ale dostepne, nalegam na poświęcony im wpis!
Pozdrawiam : )
18 Marzec 2010 @ 11:54
Tomasz Prange-Barczyński
Pani Kazaszo, mam nadzieję, że wkrótce trafia na nasz panel nowe wina gruzińskie. Na razie odsyłam do archiwalnego Magazynu WINO nr 19 (01/2006), w którym obszernie opisujemy naszą wyprawę do Gruzji.
Pozdrawiam serdecznie
TPB